Oszukują i palą nasze firmy na Ukrainie
Rafał Zasuń
2008-08-12, ostatnia aktualizacja 2008-08-11 20:43
Malborskiej Organice wpierw podpalono fabrykę pod Lwowem, później miejscowa ludność z burmistrzem na czele zablokowała zakład. Kłopoty się zaczęły, gdy Polacy zwolnili ukraińskiego dyrektora znanego z dobrych kontaktów z miejscowymi. Podobne problemy ma Bioton.
- Ukraina jest krajem, w którym wyegzekwowanie swoich praw jest prawie niemożliwe - mówi Dariusz Kwieciński, prezes firmy Organika z Malborka. Spółka wytwarza piankę poliuretanową, którą wykorzystują producenci mebli.
Siedem lat temu Organika kupiła Polisyntez - fabrykę pianki w miejscowości Bibrka, w obwodzie lwowskim. Przez kilka lat fabryka pracowała normalnie, choć polski właściciel nie miał z niej wielkiego pożytku - przynosiła straty. Organika miała już dosyć dopłacania do inwestycji i postanowiła zwolnić ukraińskiego dyrektora, znanego z dobrych kontaktów z miejscowymi elitami.
Niedługo potem firma popadła w potężne tarapaty. Scenariusz przypomina dokładnie recepturę Hitchcocka na dobry film - choć zaczęło się nie od trzęsienia ziemi, ale pożaru. A potem napięcie rosło.
Staruszki z księdzem blokują fabrykę
Pożar wybuchł w Polisyntezie trzy miesiące temu. Potem okazało się, że fabrykę podpalono. Już dwa dni po pożarze rada miejska Bibrki podjęła uchwałę o zamknięciu fabryki z powodu zagrożenia ekologicznego. Promotorem uchwały był burmistrz Bibrki Orest Krajewski. - Rada miejska nie tylko nie ma takiej kompetencji, ale w dodatku nie było żadnych powodów do podjęcia takiej uchwały. Następnego dnia po pożarze odbyło się posiedzenie sztabu kryzysowego we Lwowie, który stwierdził, że nie było żadnego zagrożenia dla ludzi ani dla środowiska - opowiada Kwieciński.
Decyzję rady spółka zaskarżyła do sądu jako bezprawną. Pięć dni po pożarze fabryka została zablokowana przez grupę miejscowej ludności. - Atakowali pracowników, straszyli ich, pryskali gazem łzawiącym i krzyczeli, że wygonią Polaków - relacjonuje szef Organiki.
Całej akcji przyglądała się milicja, ale nie interweniowała. Od maja ludność zablokowała firmę na stałe. Protestujący usadowili się na ogromnych kłodach drewna. Pobłogosławił ich miejscowy greckokatolicki ksiądz, a przed bramą fabryki postawiono krzyż. I tak jest do dziś.
Organika prosiła o interwencję władze obwodu lwowskiego, prokuraturę, milicję. Bez skutku. Pikietujący mieszkańcy nie pozwolili nawet pracować komisji, która miała ocenić, czy rzeczywiście zakład jest groźny. - Służby ekologiczne i sanitarne stwierdziły, że zakład jest zupełnie bezpieczny, a parę dni temu sąd wydał wyrok, który uznaje uchwałę rady miejskiej o zamknięciu fabryki za bezprawną - opowiada Kwieciński. Ale rada Bibrki natychmiast się odwołała.
- Sugerowano nam wynajęcie prywatnej agencji ochrony i rozpędzenie pikietujących, ale przecież nie będziemy wojować ze staruszkami. Na bezprawie nie chcemy odpowiadać bezprawiem - mówi Kwieciński, który nie rozumie postawy władz Bibrki.
- Zainwestowaliśmy w Polisyntez ponad 5 mln euro. To największy płatnik podatków w całym rejonie. W 2007 r. wpłaciliśmy do budżetu ponad 10,5 mln hrywien (ok. 6 mln zł). Dajemy pracę 93 osobom. Niektórzy próbowali występować w obronie zakładu, ale byli zastraszani, więc dali sobie spokój - opowiada. Straty Organiki wskutek pożaru i blokady sięgają ponad 2 mln dol. Prezes Kwieciński ma pretensje przede wszystkim do ukraińskich władz, które nie potrafią zapewnić przestrzegania prawa. - Mamy również fabrykę w Rosji i muszę niestety powiedzieć, że tam klimat dla inwestycji jest lepszy - żali się szef Organiki
Prosiliśmy o stanowisko władze obwodu lwowskiego, ale do wczoraj nie przesłały "Gazecie" odpowiedzi.
Z problemem niewydolności ukraińskiego systemu prawnego spotkał się też producent insuliny Bioton. Ta giełdowa spółka kontrolowana przez Ryszarda Krauzego kupiła dwa lata temu 29 proc. akcji kijowskiego producenta insuliny Indar. Reszta należy do państwowego holdingu Dierżmedprom, ale Bioton miał prawo pierwokupu i zamierzał z niego skorzystać, bo ukraiński rząd chciał prywatyzować Indar. Najpierw ukraiński rząd zrezygnował z oficjalnej prywatyzacji firmy. A potem niespodziewanie okazało się, że akcje Indaru i tak przeszły w prywatne ręce.
Właścicielem okazała się tajemnicza firma wydmuszka Gerist Invest. Jak to się stało? Prezes Dierżmedpromu Oleg Biriukow przekazał warte ok. 10 mln dol. akcje na poczet długu wynoszącego 300 tys. dol.! Po tej transakcji Biriukow zniknął. Indar padł po prostu ofiarą rejderstwa, czyli bezprawnego przejmowania firm. W latach 90. była to plaga niemal w całym byłym ZSRR. Na Ukrainie ofiarą takich ataków pada co roku kilka tysięcy spółek. Ministerstwo zdrowia wystąpiło do sądu o unieważnienie transakcji, a Biriukowa ściga prokuratura. Na razie bez skutku.
Ukraina przyjazna inwestorom
- Nastawienie do inwestorów na Ukrainie jest bardzo dobre, ale trzeba być ostrożnym - mówi po tej nauczce szef Biotonu Adam Wilczęga.
Organika i Bioton prosiły o pomoc ukraińską ambasadę w Polsce. - Pisaliśmy w tej sprawie wiele listów - opowiada nam polski dyplomata zajmujący się tą sprawą w Kijowie. Ostatni list z prośbą o zajęcie się problemami obu firm ambasador Jacek Kluczkowski wysłał 20 maja. "Nieuregulowanie tej kwestii negatywnie wpływa na stosunki polsko-ukraińskie i wizerunek Ukrainy jako kraju przyjaznego inwestorom" - napisał w liście do premier Julii Tymoszenko. - Dostaliśmy oczywiście odpowiedź, że się sprawą zajmą, tyle że niewiele z tego wynika - tłumaczy dyplomata. - Proszę się zastanowić, czy pisanie o tej sprawie leży w polskim interesie. W końcu polskich inwestorów na Ukrainie jest ponad tysiąc, a problemy ma tylko kilku - przekonuje.
Krzysztof Lipka, Polak, który jest jednym z szefów firmy doradczej PricewaterhouseCoopers na Ukrainie, twierdzi, że sytuacja nad Dnieprem coraz bardziej martwi inwestorów. - Wyroki sądów i decyzje administracji są kompletnie nieprzewidywalne, a sytuacja się jeszcze pogarsza, odkąd zaczęła się walka pomiędzy ludźmi premier Julii Tymoszenko i prezydenta Wiktora Juszczenki. Decyzje wydawane przez jedną ekipę są często natychmiast sabotowane przez drugą. Niestety, mimo bardzo wielu obietnic niewiele zmienia się na lepsze.
Źródło: Gazeta Wyborcza