W porównaniu z sytuacją sprzed kilku lat wiele się na Ukrainie zmieniło, ale tylko w podejściu i zrozumieniu przedstawicieli niektórych lokalnych władz. Na poziomie przepisów prawa nie ma żadnych postępów. Niektóre samorządy robią, co mogą, aby przyciągnąć inwestorów. Niestety niewiele mają do zaoferowania. Dumnie brzmiące „parki przemysłowe” są jedynie niezagospodarowanym pustkowiem na obrzeżach miast, często bez dostępu do drogi i innych niezbędnych mediów. Inne oferowane tereny to stare fabryki w obrębie miast. Dotychczasowi właściciele na ogół wyobrażają sobie, że są one po adaptacji najlepszym miejscem na nasz biznes. W związku z niedostatkiem działek przemysłowych i potwornie skomplikowaną procedurą zamiany działek rolnych na przemysłowe znalezienie czegokolwiek z unormowaną sytuacją prawną jest niezwykle trudne. Kolejna bariera to rozbudowany system kilkudziesięciu różnego rodzaju inspekcji, straży itd., których jedynym zadaniem jest kontrola wszystkich etapów procesu inwestycyjnego. Brak porozumienia z jedną z nich może skutecznie zahamować naszą inwestycję. Nawet jeżeli mamy bardzo dobre relacje na poziomie przedstawicieli miejscowej administracji samorządowej, to nie przesadza to w niczym sprawy, gdyż niektóre z tych struktur podlegają innym władzom. Jeżeli już uda nam się przebrnąć przez ten etap, napotykamy następne bariery. Wbrew rozpowszechnionym opiniom znalezienie ludzi do pracy na Ukrainie wcale nie należy do łatwych zadań. To, że w danym mieście ludzie są, wcale nie oznacza, że znajdziemy wśród nich poszukiwanych specjalistów. Ostatnie 20 lat trwania w nie do końca zrozumiałej pozycji pomiędzy komunizmem a kapitalizmem, kiedy ludzie, żeby przeżyć, musieli chwytać się różnych profesji, spowodowało, że znalezienie chętnych do pracy w systemie 8-godzinnym przy linii produkcyjnej wcale nie jest łatwe. Jeżeli ktoś pracował na bazarze, w Moskwie na budowie, był taksówkarzem i trudnił się czym popadnie – to przestawienie się na normalne warunki jest niezwykle trudne. Władze nie prowadzą programów aktywizacji zawodowej. Brakuje na to środków, zaś programy finansowane z funduszy europejskich nie wchodzą w grę. Inwestycję bezpieczniej jest zlokalizować w większym mieście, gdzie mamy możliwość większego wyboru. Łatwiej nam też będzie zakwaterować ekipę z Polski, której obecność w pierwszym okresie trwania inwestycji jest niezbędna. Dostępność do podstawowej infrastruktury będzie w tym przypadku miała kluczowe znaczenie. Jeden z bardziej poważnych problemów to prawo pracy, które czyni pozycję pracownika względem pracodawcy niewspółmiernie silną. Pracownik może w każdej chwili porzucić posadę. Istną plagę stanowi ciągłe zmienianie miejsc pracy. Inwestowanie w szkolenia personelu przypomina z tego powodu marnotrawstwo środków. Problem dotyczy szczególnie przedstawicieli młodszego pokolenia. Perspektywa wynagrodzenia wyższego o 10% jest już wystarczającym pretekstem do zmiany miejsca pracy. Musimy więc pamiętać, by pensje, które oferujemy, były wyższe od średniej w regionie. Taki stan rzeczy rekompensuje niewątpliwie brak tradycji związków zawodowych. Niemniej jednak w miastach wojewódzkich znalezienie personelu w obszarze np. produkcji nie powinno przedstawiać dużych trudności, o ile jednak podkupimy kadrę z innych zakładów pracy. Ważne jest, by pozyskiwać ludzi z prywatnych firm, bez bagażu doświadczeń w państwowych strukturach. Musimy również pamiętać, by to polski personel miał wpływ na obsadę kadrową, unikniemy wtedy niespodzianek w rodzaju pojawienia się układów rodzinnych. Nie powinniśmy ulegać propozycjom zatrudniania kogokolwiek, jeżeli nie jesteśmy do tego przekonani. Kwestią o szczególnym znaczeniu jest samodzielny wybór obsługi prawnej, może to mieć decydujące znaczenie w sytuacjach kryzysowych.
W obliczu całego szeregu trudności i niewiadomych potencjalny inwestor staje przed podstawowym problemem podjęcia decyzji o tym, czy dokonać inwestycji. Obraz Ukrainy z punktu widzenia wielkości rynku i potencjału rozwojowego jest zachęcający. Gorzej, gdy dokonamy analizy klimatu inwestycyjnego. Odpowiedź jest prosta. Gdyby wszystko było idealnie, nasz biznes prawdopodobnie nie miałby tu już czego szukać. Przegralibyśmy konkurencję z firmami zachodnioeuropejskimi. Paradoksalnie te wszystkie przeszkody, o których jest mowa na naszych stronach, stwarzają niepowtarzalną szansę dla polskiego biznesu. Przedsiębiorcy z Europy Zachodniej skoncentrowali się jedynie na sektorze finansowym. Stanowi on prawie 70% ogółu inwestycji w gospodarkę ukraińską ostatnich 15 lat. Jeżeli odejmiemy jedną dużą, formalnie niemiecką inwestycję Mittal Steel i ponad 6-miliardową (w USD) pulę środków z Cypru, to wyłania nam się obraz kraju, który w omawianym okresie pozyskał jedynie 3–4 mld USD w sektorze produkcji, przetwórstwa itp. W tym segmencie znaczący udział mają polscy przedsiębiorcy, otwierający swoje często małe zakłady w najbardziej niedostępnych rejonach kraju, podnoszący tym samym ogólny poziom rozwoju gospodarczego obszarów, o których – ma się wrażenie – władze Ukrainy zapomniały. Choćby z tego względu można by było w stosunku do naszych przedsiębiorców oczekiwać ze strony miejscowej administracji czegoś więcej. Niemcy, Francuzi, Anglicy nie są w stanie zrozumieć reguł, które dominują w tutejszym biznesie – my dajemy sobie radę. Przez wiele lat funkcjonowaliśmy w zbliżonym systemie. Być może właśnie dlatego tak wielu Polaków przyjeżdża do pracy w zachodnich firmach działających na Ukrainie. Ten kraj musi się zmienić, jest to jedynie kwestia czasu. Wtedy ci, którzy byli wcześniej, na pewno odbiorą swoją premię.
Inwestycje zagraniczne mogą być wnoszone na Ukrainie w:
Minimalny udział kapitału zagranicznego w kapitale zakładowym, wymagany dla uznania przedsiębiorstwa za podmiot z udziałem kapitału zagranicznego, wynosi 10%.
Inwestorom zagranicznym zapewniono wymianę i transfer za granicę zysków z nich pochodzących.
W przypadku zaprzestania działalności inwestycyjnej inwestor zagraniczny ma prawo, w terminie do 6 miesięcy od dnia zaprzestania działalności inwestycyjnej, do zwrotu zainwestowanych wartości:
Niestety, ustawą z dnia 25 marca 2005 roku zniesiono wszystkie ulgi przyznane inwestorom w specjalnych strefach ekonomicznych. Dokonano tego bez jakiegokolwiek odszkodowania. Pozostawiono jednocześnie w mocy wszystkie podjęte przez inwestorów zobowiązania dotyczące np. wartości inwestycji, ilości zatrudnionych osób itp. To ewidentne naruszenie reguł odbiło się szerokim echem w środowisku polskich inwestorów, pozostawionych na dodatek samym sobie przez polskie służby dyplomatyczne. Zachowanie rządu ukraińskiego spowodowało duży niesmak i dyskomfort, szczególnie, że większość polskiego biznesu była aktywnie zaangażowana w wydarzenia Pomarańczowej Rewolucji.
Specjalne Strefy Ekonomiczne formalnie jednak istnieją. Od listopada 2005 roku przedsiębiorcy w nich inwestujący mogli korzystać nawet z weksli prostych dla płatności cła i podatku VAT z tytułu importu towarów (z wyjątkiem podlegających akcyzie i z grupy 1-24 UKTZED) w ramach realizacji projektów inwestycyjnych, dla wykonywania operacji, o których mowa w art. 231 Kodeksu celnego Ukrainy. W ostatnim czasie jednak i ta możliwość, dająca realne szanse na odroczenie płatności dla przedsiębiorców, którzy importują materiały zaopatrzeniowe do produkcji na terenie stref i eksportują wyprodukowane z tych materiałów wyroby, przestała istnieć.
Uwarunkowania regionalne inwestycji
Nie istnieją pod tym względem szczególne różnice, ale o kilku rzeczach warto pamiętać:
Miasto Kijów i okolice stanowią mało atrakcyjne miejsce dla różnego rodzaju działalności produkcyjnej. Rynek pracy jest mocno „przebrany” i pod względem stawek ponaddwukrotnie przewyższa pozostałe części kraju. Jest to z kolei najlepsze miejsce na lokalizację dla branż nieprodukcyjnych. W przeciwieństwie do Polski i innych krajów UE na Ukrainie przewaga Kijowa nad pozostałymi dużymi ośrodkami jest wręcz miażdżąca. Kijów to jedyne miejsce na lokalizację usług (finanse, reklama, handel itp.). Jedyne zagrożenie to braki powierzchni biurowej i coraz trudniejszy dostęp do przygotowanej kadry. Przy apokaliptycznych scenach na granicy i praktycznie porównywalnych kosztach za przejazd autem i przelot samolotem do Warszawy – Kijów jest najbardziej dostępnym miastem. Niewątpliwą przewagą Kijowa jest niewielka (stosunkowo) dokuczliwość różnego rodzaju administracji i inspekcji. Liczna reprezentacja biznesu z Europy Zachodniej wytworzyła u przedstawicieli służb kontrolnych podejście zdroworozsądkowe. W Kijowie da się ponadto normalnie żyć, jest tu niezbędna infrastruktura i szczególnie w miesiącach jesienno-zimowych można się ustrzec nastrojów silnej depresji.
Inwestowanie w Ukrainie Zachodniej ma sens tylko wówczas, gdy nie planujemy ekspansji na pozostałe części Ukrainy. Łatwość, z jaką przychodzi nam porozumienie się w języku polskim, staje się z czasem przeszkodą do dalszej ekspansji na rosyjskojęzyczne części kraju oraz te, gdzie języka polskiego już nikt nie rozumie. Lwów stanowi zaledwie 2,5% rynku Ukrainy. Polskim firmom, które ulokowały się na tym terenie, w zasadzie nie udało się odnieść sukcesu w całej Ukrainie Dodatkowo należy pamiętać, że dokładnie z tych samych przyczyn, dla których ciężko jest znaleźć pracownika w polskich powiatach przygranicznych, również w ukraińskiej strefie przygranicznej możemy mieć z tym istotne problemy. Zbyt długo miejscowa ludność żyła tu z granicy. Ceny biur we Lwowie (o ile takie uda się takie znaleźć) niewiele różnią się od kijowskich, a infrastruktura miasta przypomina wiek XIX.
Duże ośrodki przemysłowe Ukrainy Wschodniej są przede wszystkim doskonałym rynkiem zbytu. Stanowią zaplecze dużych grup polityczno-biznesowych, które przejmują większość znajdujących się tutaj przedsiębiorstw i organizują życie gospodarcze. Jeżeli jesteśmy pewni, że naszą działalnością nie wejdziemy nikomu w drogę, możemy planować nasz biznes. Sytuacja ma jednak charakter dynamiczny. Ukrainę czekają zapewne w najbliższych latach procesy silnej regionalizacji, gdzie od lokalnych władz będzie zależało naprawdę dużo. Trudno dzisiaj sobie wyobrazić, jaka będzie wtedy pozycja inwestora w sytuacjach konfliktowych. Rosyjski biznes próbujący zbudować tu między innymi sieci handlowe był zmuszony wycofać się, nie osiągnąwszy zamierzonych celów. Ponadto regiony te charakteryzują się monolityczną strukturą zasobów kadrowych. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że mamy tu liczne grupy górników i metalurgów z jednej strony oraz mniej liczne środowisko oligarchów. Większość pracowników funkcjonuje tu dalej w państwowych zakładach pracy lub tych, które wchodzą w skład dużych «grupirowek», ale pod względem zarządzania niczym się od państwowych nie różnią. Pod tym względem sytuacja lepiej przedstawia się już w Ukrainie Zachodniej, gdzie prywatne formy są bardziej rozpowszechnione.
Rejony Ukrainy Centralnej to duży obszar z grupą średniej wielkości miast od 250 tys. do 500 tys. mieszkańców (Tarnopol, Czernichów, Czerkasy, Chmielnicki , Żytomierz, Winnica itd.), gdzie lokalne władze, nie dysponując zapleczem w postaci dużego przemysłu, bardziej życzliwie odnoszą się do przybyłych inwestorów. Nie należy jednak bezkrytycznie podchodzić do propozycji lokowania biznesu w proponowanych przez nie specjalnych strefach i parkach przemysłowych. Niekiedy ich lokalizacja jest podyktowana subiektywnymi względami i nie gwarantuje dostępu np. do właściwie przygotowanej siły roboczej. Najlepiej biznes jest umiejscowić tam, gdzie lokalne władze mogą pochwalić się już konkretnymi osiągnięciami, a nie tylko wskazaniem bliżej nieokreślonego terenu bez infrastruktury. Najlepsze pod tym względem są opinie inwestorów już funkcjonujących. Ich pomoc i porady mogą okazać się dla nas bardzo pomocne.
Struktura właścicielska inwestycji
Do niedawna najbardziej rozpowszechnioną formą było tworzenie wspólnych przedsiębiorstw polsko-ukraińskich. Obecnie praktyka ta należy do rzadkości. Dominuje model jednorodny, w którym występuje jeden inwestor. Jeśli weźmiemy pod uwagę doświadczenia polskiego biznesu, okaże się, że taka formuła sprawdza się najlepiej i pozwala uniknąć niepotrzebnych napięć. Nie istnieją też żadne przesłanki, które by uzasadniały model mieszany. Proces ten znamy z Polski, gdzie kapitał zachodni w końcu lat 90. ujednolicił strukturę właścicielską.
Jedną z pułapek działalności gospodarczej na Ukrainie jest podjęcie współpracy z firmą, która w przyszłości okaże się firmą martwą. Pod tym pojęciem rozumiemy firmę zarejestrowaną w sposób legalny, prowadzącą działalność i współpracę z innymi podmiotami, ale nieregulującą swoich zobowiązań wobec organów administracji państwowej.
Ukraińskie regulacje prawne dotyczące prowadzenia działalności gospodarczej zawierają wymóg podejmowania współpracy handlowej wyłącznie z wiarygodnymi, zarejestrowanymi i płacącymi wszystkie swoje zobowiązania podmiotami gospodarczymi.
Wymóg ten nie określa jednak sposobu, w jaki można to sprawdzić.
Niestety w praktyce okazuje się, iż nie ma możliwości sprawdzenie prawdziwości dokumentów rejestracyjnych oraz stanu takich zobowiązań danej firmy, jak podatki, VAT, cło, ZUS.
Jako strona nie będąca właścicielem firmy nie mamy takich uprawnień.
Przedsiębiorca może więc polegać tylko na udostępnianych mu przez daną firmę dokumentach i informacjach uzyskanych od dyrektora lub prezesa.
Załóżmy więc, że taka współpraca się rozpoczęła.
Firma działająca legalnie otrzymała od firmy nie płacącej swoich zobowiązań autentyczne świadectwo rejestracji, a następnie odpowiednio do prowadzonych obrotów stosowne autentyczne opieczętowane i podpisane umowy, faktury i niezbędne akty.
Trwa więc współpraca, a przeprowadzane w firmie działającej legalnie audyty i kontrole księgowe nie wykażą żadnych nieprawidłowości, ponieważ kontrole te nie obejmują swym zasięgiem weryfikacji legalności działania innych podmiotów gospodarczych.
Po pewnym czasie, który może obejmować nawet kilka lat, w ramach standardowych kontroli działania nieuczciwej firmy zostaną ujawnione.
W następstwie takiej sytuacji organy kontroli skarbowej będą domagać się od firmy działającej legalnie mandatu karnego co najmniej w wysokości nieodprowadzonego przez „firmę oszusta” podatku VAT.
W przypadku, kiedy decyzje organów skarbowych zostaną zaskarżone do sądu, a kolejne rozprawy będą odsuwały moment spłaty mandatu karnego, nastąpi dalsza eskalacja nacisku.
W praktyce sprowadza się to do tego, że przeciwko dyrektorowi firmy zostanie wytoczona sprawa karna grożąca pozbawieniem wolności, a organy skarbowe zablokują konta firmy, co oznacza całkowite zahamowanie prowadzonej działalności gospodarczej.
Obydwa działania są w oczywisty sposób nieproporcjonalnie restrykcyjne w stosunku do „winy” uczciwej firmy, ale właśnie przez to nie pozostawiają żadnej możliwości manewru.
Kiedy przyparta w ten sposób do muru firma, kierując się zasadą wyboru mniejszego zła, zapłaci zasądzony mandat karny i nie podejmie dalszej walki prawnej, potwierdzi tym samym zasadność zasądzonego mandatu.
Dla urzędników skarbowych i sądu przyjęcie i zapłacenie mandatu bez dalszych protestów oznacza przyznanie się do winy.
Treść tego podroździału została przygotowana przez Pana Macieja Bossowskiego, byłego Prezesa Stowarzyszenia Przedsiębiorców Polskich na Ukrainie.
Podejmując się prowadzenia firmy w warunkach wschodnioeuropejskich, musimy liczyć się z istnieniem odmienności kulturowych i mentalnych, spowodowanych głównie przynależnością do bloku komunistycznego. Oto niektóre z nich:
Jeżeli chcemy, by nasze przedsiębiorstwo było konkurencyjne właśnie ze względu na nową jakość w zarządzaniu, to musimy znaleźć dyrektora, który będzie umiał zbudować swoją pozycję człowieka silnego bez uciekania się do tego wszystkiego, o czym przed chwilą była mowa. W tym miejscu zasadne wydaje się zwrócenie uwagi na:
Marian Przeździecki