Międzynarodowe Stowarzyszenie Polskich Przedsiębiorców na Ukrainie
Wybierz kategorię:

Armagedon, czyli przekraczanie granicy

Najlepiej na początek wybrać się autem z kimś, kto ma to już za sobą. Zminimalizujemy wtedy skalę nieprzyjemnych doznań. Napoleon powiedział kiedyś, że jak poskrobiemy Rosjanina, to ujrzymy Tatarzyna. Strach pomyśleć, co wyjdzie ze skrobania celnika na granicy. Może właśnie dlatego lepiej tego nie czynić. Niezależnie od kierunku, z którego przejeżdżamy granicę, warto uzbroić się w;

  • cierpliwość
  • rezerwę czasową od 1,5 do 10 godzin (wszystko zależy od szczęścia, naszego talentu i umiejętności prowadzenia kreatywnego dialogu)
  • słoik środków uspokajających

Z UKRAINY DO POLSKI

  • Podjeżdżamy w kierunku przejścia najbliżej, jak to tylko możliwe. Długą kolejkę oczekujących aut ignorujemy, zatrzymujemy się dopiero na wezwanie mundurowych służb granicznych. Na chamskie odzywki drobnych przemytników (z długiej kolejki) nie zwracamy uwagi (jeśli ich nie stać na konstruktywny dialog, to niechaj sobie czekają). Nie dajemy pieniędzy jakimkolwiek żulikom w cywilu, którzy będą starali się zachęcić nas do ułatwień w dojechaniu do szlabanu.
  • Przeprowadzamy konstruktywny dialog. Żeby potwierdzić nasz poważny status i rangę naszej wizyty, prosimy adwersarzy o przekazanie w naszym imieniu kwoty np. 100 UHR na rzecz miejscowego żłobka (nie wygłupiajmy się z pokwitowaniami). Nie zapominajmy też, że nasi adwersarze to ludzie, którzy dobro zwykli czynić w skrytości serca, bez nadmiernego rozgłosu i ostentacji.
  • Otrzymujemy kwit ze stemplem i numerem naszego samochodu oraz podaną ilością podróżujących osób.
  • Podjeżdżamy do relatywnie niedługiej (ok. 30 min) kolejki do posterunków (celny, graniczny). Kolejność, który z nich pojawia się pierwszy po ukraińskiej stronie jest różna w zależności od przejścia. W razie wątpliwości sami nas przepędzą do właściwego okienka. Najlepiej robić to samo, co inni (miejscowi przemytnicy od kilkunastu lat przekraczają granicę niekiedy po 2-3 razy dziennie). Trzeba pilnować naszych współpasażerów (szczególnie tych młodych), by swojej irytacji nie wyładowywali poprzez drażniące uśmiechy i komentarze. Takie zachowanie może mieć tragiczne następstwa. Jeśli chcecie wiedzieć, jakie – sprawdźcie.
  • Na kwicie musi być pieczęć pogranicznika i celnika, zwracamy ją przy ostatnim szlabanie po ukraińskiej stronie.
  • Czekamy na wjazd do Polski (od 30 min do 2 godz.) Zależy to wyłącznie od humoru polskich celników. Możemy popróbować szczęścia i przekonać polskiego pogranicznika, by nas przepuścił nieco bliżej – jeśli się uda, nasza wygrana. Nasze służby nie są już tak otwarte na dialog, więc tego argumentu nie polecamy. W okresie jesienno-zimowym w porze nocnej, wykorzystując fakt, że w kolejce stoi ktoś obcy (nie przemytnik) miejscowi potrafią zajeżdżać kolejkę, co powoduje, że inni jadą, a my stoimy w miejscu. Jeżeli czujemy się dość mocni, to można urządzić awanturę. Ryzykujemy noszenie przez najbliższe dwa tygodnie ciemnych okularów i pokiereszowane auto. Po ukraińskiej stronie, po dogadaniu się z pogranicznikami, jesteśmy chronieni przed agresją dalej oczekujących. Nie dla psa kiełbasa. Rozumieją to wszyscy. Po polskiej stronie przemytnicy stają się raptem demokratami i robią, co chcą. Najwięcej jest wśród nich Polaków i to oni są najbardziej zadziorni i agresywni.
  • Po polskiej stronie kwit nie obowiązuje. Zawsze pierwsi są pogranicznicy, później celnicy. Jeżeli będziemy zbyt głośno wyrażali nasze niezadowolenie z tego, co dane nam było przeżyć w trakcie długiego oczekiwania, to reakcja celników może być nieprzyjemna (drobiazgowa kontrola). Bacznie obserwujmy wtedy, by niczego nam nie podłożono.

Z POLSKI DO UKRAINY

  • Tutaj jako obywatele UE podjeżdżamy automatycznie na pas specjalnie dla nas wydzielony (niestety zdecydowana większość przemytników to też obywatele UE).
  • Po opuszczeniu polskiej strefy musimy odstać swoje, zanim dotrzemy do ukraińskich posterunków ( może to być nawet do dwóch godzin). Możliwości przyspieszenia i objechania kolejki są prawie żadne ze względu na dominujący prawie na wszystkich przejściach jeden pas i tarasujące drogę tiry.
  • Przy pierwszym ukraińskim posterunku upomnijmy się o tzw. emigracjonną kartoczkę, którą należy wypełnić (nie zapomnijmy o czymś do pisania) według rozmieszczonych w różnych miejscach wzorów. W tej sprawie jako konsultanci mogą być nam pomocni przemytnicy.
  • Podczas samej odprawy ukraińskie służby interesuje status właścicielski naszego samochodu. Jeśli kierowca nie jest właścicielem auta, musi dysponować notarialnie potwierdzonym dokumentem zezwalającym na wjazd na terytorium Ukrainy. Jeżeli nie ma takiego dokumentu, trzeba próbować negocjacji.
  • Po dokonanej odprawie paszportowej nie zapominajmy o celnikach. Jeżeli ich w danym momencie nie ma (przeważnie nie ma) to należy ich odszukać. Mają charakterystyczne niebieskie mundury. Jako że 95% przejezdnych stanowią przemytnicy jadący na Ukrainę po alkohol, benzynę i papierosy – stanowicie dla celników obiekt niestandardowy.
  • Z dwoma pieczątkami na kwicie dojeżdżamy do ostatniego punktu, oddajemy kwitek i wydostajemy się już bez problemów z przejścia.
  • UWAGA! W okresie dużych upałów w drodze z Ukrainy do Polski w oczekującej kolejce ostrożnie z paleniem. Baki samochodów przemytników są przy użyciu specjalnych metod przechyłowych napełniane ponad dopuszczalne miary. W efekcie wycieka z nich benzyna. W takich warunkach o tragedię nie trudno.

    Podpis nieczytelny

MSPPU | Kontakt | Forum | Mapa Strony
created by www.S4Ukraine.com.ua | www.S4.pl